o perypetiach małej głupiej myszy, super przystojnego męskiego Słoneczka i małego rudego Piesia
poniedziałek, 14 maja 2012
książki

Myszątek ostatnio sam organizuje sobie różne zabawy. Bez użycia zabawek oczywiście. Wylewanie wody z psiej miski i rozchlapywanie jej rękami. Pchanie krzesła (pchacz nam nie potrzebny). Wyrzucanie zabawek z wózka (straszny rechot jeśli złapię w locie). Ja dodałam do tego bańki mydlane (fascynacja) i dzisiaj jeszcze kwiatki dmuchawce (rechot). Dziecko w każdym razie pomysłowe i bardzo zajęte.

Lubi też zwalać z dość niskiej półki książki. Oglądam tak sobie co robi kontrolnie i komentuję:

- "Władca pierścieni"? Tiaa Myszątku Ty wiesz jaką książkę wybrać, taki mały, a już gust czytelniczy wyrobiony...

I dopiero po chwili dotarło do mnie, że przecież to moja półka, moje książki i każdą z nich uznałam kiedyś za na tyle wartościową, żeby ją kupić. Nie miał szansy źle trafić ;)

sobota, 12 maja 2012
średnio

Mogę ponarzekać?

Praca mnie ostatnio martwi. Niby wszystko jest super, ale drażni mnie, że wszystkie ustalenia co do mojego elastycznego trybu pracy, czy raczej pracy z domu są takie "na gębę".  Ktośtam z vipów nie jest poinformowany, kadry w ogóle są poza tym. Tak jakbym robiła coś tak złego,  że trzeba to ukrywać. I dopóki to jest nieoficjalne w każdej chwili mogą to cofnąć. Robię wszystko, żeby praca nie traciła na tym, że rzadziej bywam w biurze i nie traci. Ale jakieś takie mam wrażenie, że wszyscy zakładają, że się obijam. Wszystkie to to tylko moje wrażenia i niuanse, nienamacalne, ledwo widoczne, ale mi przeszkadzają.

Próbuję Myszątka oswoić z siostrą męża, z nadzieją że będzie w stanie z nią zostać sam. Idzie powoli. A za tydzień mamy ślub i wesele, na którym musimy być. Mąż chciałby bardzo pójść bez Małego. Jakoś czarno to widzę i już mam wyrzuty sumienia, że Mąż będzie niezadowolony i że chcę zostawić dziecko jednocześnie.

I jakoś tak humor mam spsuty, chociaż nic takiego się nie stało.

15:43, m_ysz_ka , praca
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 07 maja 2012
i po majówce

Coś tak czułam, że odpoczynek to to raczej nie będzie. Tyle że nie jeździłam do biura, bo i parę pracowych drobiazgów zdalnie i tak trzeba było zrobić.

Myszątek jest akurat w takim wieku, że nie bardzo da się majówkować. Zdecydowanie za duży na długie drzemki w wózku, w ogóle wózek dość szybko go nudzi. Na dłuższe noszenie na rękach ciutkę już za ciężki. Sam jeszcze nie pójdzie, na placu zabaw się nie pobawi, bo za mały z kolei. Na raczkowanie w trawie też się nie zdecydowaliśmy. Dobrze, że chociaż je z grubsza wszystko. A dodatkowo tydzień majówkowy zaczął się przebiciem pierwszej górnej jedynki, a zakończył wydostaniem drugiej. Więc Myszeczek marudny i niezbyt szczęśliwy.

Wybraliśmy się na dwa dłuższe spacery. Jeden do Powsina na kiełbaskę z grilla. Połowę drogi Myszek przespał w wózku, kiełbaski skosztował, ale z powrotem już go las kabacki nudził. Więc wracał na moich rękach. Mąż Słonek liczył na to, że się zmęczę i przyznam mu rację, że jak Myszek płacze to niech sobie płacze w wózku. Zmęczyć się zmęczyłam, ale racji nie przyznałam ;) Drugi spacer w kierunku lodziarni to już był większy hardkor, bo nie podobało się od razu. Tylko pierwsze w życiu lody przyniosły ulgę dla bolących dziąseł.

Najgorsze, że bardzo mnie to zmęczyło. A kiedy jestem zmęczona kłócę się z mężem Słonkiem. On jakoś takim szóstym zmysłem mężowskim wyczuwa nawet najdrobniejszą moją irytację i zaraz strzela focha. Ech.

Tymczasem Myszątek ma 4 piękne ząbki, waga wskazała dziś 10 kilo i jeszcze mój synek nauczył się wchodzić na sofę ;)

Myślę, że z czasem będzie lepiej. Myszek urośnie, będzie umiał bawić się na zewnątrz. Może nadejdzie moment, w którym napiszę tutaj jedno magiczne słowo: "odpoczęłam"...

poniedziałek, 23 kwietnia 2012
kubek

Mąż stwierdził, że nie da się uczyć w jednym pokoju ze mną i Myszątkiem. Skombinował więc biurko, poprzestawiał meble w małym pokoju i stworzył sobie kącik do nauki. Pokój, który kiedyś był naszą sypialnią, potem dziecinnym pokoikiem teraz wygląda jak pokój nastolatka (biurko, książki, zeszyty, wieża..) - całkiem ładnie, ale ja nie o tym.

Wchodzę do tej jego samotni i od razu zauważam schowany pomiędzy książkami pusty kubek po kawie. Czym prędzej go chwytam i zaczynam mówić:

- No nie no! Kubek odnosi się do zlewu... - zastygam w pół słowa - Rany czuję się jak moja mama!

A Mąż Słonek się śmieje.

- A ja to się teraz czuję zupełnie jak w domu...

pitu pitu

Rozliczyliśmy nasze pity w końcu i już mogę poczuć ulgę. Koniec z decyzją, gdzie oddać 1%, poszło i już zadecydowane. Czas zapomnieć te wszystkie reklamówki, plakaty, twarze biednych dzieci. Nie na moje nerwy taki zmasowany atak wołania o pomoc, nie na moje.

Pierwszy raz też dostaniemy zwrot z okazji urodzenia Myszątka. I jak wskazują nasze dochody raczej jeden z ostatnich. Tylko skoro jesteśmy w tej zamożniejszej części społeczeństwa, dlaczego na nic nas nie stać? Ja wiem i bardzo doceniam, że stać nas na zapłacenie kredytu za mieszkanko, opłacenie rachunków, jedzenie i pieluszki i wchodząc na debet na kilka miesięcy nawet na opłacenie studiów Męża Słonka. Może faktycznie pomoc od państwa nam się nie należy. Ale jak czytam artykuły, w których piszą, że ulgę prorodzinną stracą NAJZAMOŻNIEJSZE rodziny z jednym dzieckiem to coś mnie trafia ździebko.

Ech, idę więc w te moje luksusy i zamożności ugotować wykwintny obiad, bo gosposia ma dziś wyjątkowo wolne ;)

11:07, m_ysz_ka , reszta
Link Komentarze (1) »
piątek, 20 kwietnia 2012
9 miesięcy

Tyle samo po tej co i po tamtej stronie mojego brzuszka :)

Myszatek właśnie zakończył kolejny miesiąc. Niby nic takiego się nie zmieniło, ale zupełnie nowa jakość. Wyrosły mu dwa pierwsze ząbki. Nauczył się siadać, chociaż raczej na nóżkach. Zaczyna eeksperymentować z puszczaniem, gdy się stoi. No i po mału rośnie z niego dziecko demolka. Nauczył się otwierać niektóre szafki, szuflady. Uwielbia wyciągać ubrania z szafy i  pralki. Nauczył się zaglądać pod prześcieradło :)

W końcu powiedział "tata". W ogóle te jego gaworzenie jest niesamowite, boczasem trafi z dźwiękiem pasującym do kontekstu aż ma się wrażenie, że się z nim gada. I to nie tylko takie proste "da, da"  które Babcia interpretuje jako "daj". Ot na przykład:

Myszątek: Tata.

Ja: Taty nie ma skarbie, jest w pracy.

Myszątek: coś co ja i babcia usłyszałyśmy jako: "Przyjdzie" :)

No i jeszcze nauczył się nowego uśmiechu z mróżeniem oczek. Nie da się nie uśmiechnąć patrząc na niego.

sobota, 14 kwietnia 2012
czy wszystkie dzieci są najładniejsze?

Tak patrzę na mojego synka, na jego symetryczną twarzyczkę, duże oczy, delikatne usta i nie mogę się nadziwić jaki on ładny. No najładniejszy. Jak to możliwe, że właśnie mi trafiło się takie najładniejsze dziecko?

A potem przychodzi rozsądna myśl, że chyba każde dziecko jest najładniejsze. Tak to już pewnie sprytna natura wykombinowała. Łatwiej kochać coś tak ładnego, a im bardziej się kocha tym to to coraz ładniejsze się robi.

Było już pierwsze "tata". Po tych wszystkich "mama" "baba" i "dada". Mąż Słonek zadowolony wreszcie. Co do rozumienia znaczenia to chyba nie bardzo jeszcze. Myszątek woła mama i do psa i do mnie i do taty.

Ząbki już dwa na powierzchni. Mam wrażenie, że to jeszcze nie koniec, bo górne dziąsełko bardzo mięciutkie.

Przed nami wyjazd weekendowy 200km w jedną stronę. Już boję się drogi i strachu przed dawno nie widzianą rodziną, no ale czasem trzeba. Może nie będzie tak źle.

Miało już nie być więcej zdjęć, ale jeszcze jedno. Prawda, że najładniejszy?

piątek, 06 kwietnia 2012
zmęczenie
Nie wiem, czy to przesilenie wiosenne, czy zmęczenie po całym tygodniu plus weekendzie z mężem w szkole, ale przysypiam na siedząco. W pracy na szczęście bezruch i zajęcia dla mnie póki co brak. W porę oprzytomniałam i nie zgodziłam się na wielkanocne śniadanie u nas. I tak sobie siedzimy, ja przysypiam, a Myszątek odsypia wizytę babci i moje wyjścia do biura. Z babcią jest już lepiej, płaczu coraz mniej. I jakoś się dogadujemy. Ząbek rośnie, pięknie go już widać w uśmiechu. Myszek bardzo nerwowy się zrobił, więc podejrzewam, że to albo ten już wykluty, albo kolejny ząbek dają w kość. Pogoda taka sobie. Sennie, przespałabym całe święta. Ech.
15:21, m_ysz_ka
Link Komentarze (1) »
piątek, 30 marca 2012
ząbek i mig

Bardzo rozwojowy dzień. Pełen rodzicielskiej radochy.

Najpierw zmacałam dziąsełko Myszątka, a tam coś ostrego. I łyżeczka zadźwięczała. Czyli ząbek się przebił po tylu miesiącach podejrzeń tak niespodziewanie. Tatuś Myszątka zaglądał do buźki i mówi, że to dwie dolne jedyneczki naraz będą. Ja już nic nie mówię, bo ja już tyle razy ząbki widziałam, że wstyd.

A potem przy jedzeniu melona Michaś już ewidentnie migał do mnie "jeszcze". Ależ się ucieszyłam.

Już jakiś czas temu poczytałam sobie o języku migowym dla dzieci i idea strasznie mi się spodobała. Taki wcześniejszy kontakt z dzieckiem, umożliwienie mu wyrażanie swoich potrzeb zanim zacznie mówić. No to jakieś dwa miesiące temu zaczęłam wprowadzać pierwszy znak na "więcej, jeszcze". Migałam przy jedzeniu, przy zabawie. Jakieś tam przebłyski były, ot takie że jak widział, że pokazuje że jeszcze łaskotanie będzie to się chichrał zanim go dotknęłam nawet, ale żeby sam pokazał to nie. Prawdę mówiąc straciłam już nadzieję, że to zadziała, myślałam, że coś źle robię. A tu dziś ewidentnie pokazał.

Melona uwielbia. Zjadał jeden kawałeczek a potem machał rączkami, że jeszcze i jeszcze i jeszcze. Zeżarł taką ilość o jaką bym go w życiu nie podejrzewała i pewnie przy połowie już bym go wyjęła z krzesełka, gdyby nie miganie. 

No to czekam na dalszy rozwój wypadków :) Rosnący ząbek i polepszoną komunikację :)

wtorek, 27 marca 2012
Sen

Podobno autorka Harrego Pottera wyśniła fabułę książki. A mi się dziś śniło, że ho ho.

W bardzo deszczową burzliwą noc przyszłam do małej bardzo klimatycznej (istniejącej naprawdę) biblioteki, na potrzeby snu była też kawiarenką. I tam stała wielka szafa z butami. Wszystkie były w moim rozmiarze, a kiedy wkładało się jakieś to pojawiał się magiczny potworek. Np. sandałki - ktotkozaur, kalosze - niedźwiedziozaur i takie tam. A jakie ładne były te buty i ile ich było ech...

Ale to do czego zmierzam, co zrozumiałam dziś z rana, to że po 8 miesiącach od urodzenia synka znowu zaczynam śnić. To znaczy, że Michaś przesypia bez przebudzania mnie (bez podjadania i marudzenia że chce na drugi boczek) wystarczająco długo żeby mój cykl snu doszedł do fazy marzeń sennych i trochę w niej pobył. Bardzo to miłe.

Wiem, że to żadne wydarzenie, bo przecież są dzieci, które całą noc przesypiają od razu od urodzenia. Są dzieci, które to opanowują mając kilka miesięcy. Mój synek jest dzieckiem wymagającym jeśli o to chodzi. Śpi całą noc o ile jest z nami w łóżku i o ile ma stały dostęp do jedzonka. Je przez sen dużo dużo razy, ja się nie rozbudzam zbytnio i nie wszystkie te przerwy rejestruję nawet, ale jakoś nic mi się nie śniło przez ten czas. A teraz sen Myszątka staje się bardziej "dorosły" i bardzo się z tego cieszę. A wszystko to bez jednej Michasiowej łezki :)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 29
Suwaczek ślubny - jesteśmy razem Suwaczek ślubny - jesteśmy razem Suwaczek z babyboom.pl stat4u